Forum Fundacji Warta Goldena Forum organizacji pomagającej psom rasy Golden Retriever w potrzebie.
PSY FUNDACYJNE W NOWYCH DOMACH - LARA ma już dom w Rumi - 120
Marcelina.JASŁO - 2011-09-30, 16:46 Cześć. Chciałam się z Wami podzielić moimi emocjami, niestety nie są one fajne. Oferując swoją pomoc fundacji jako dt, miałam nadzieję, że mam do czynienia z ludzmi kochającymi psy i z ludźmi którzy przede wszystkim myślą o ich dobru. Niestety bardzo się zawiodłam. Może nie wszyscy o tym wiedzą ale sprawy Lary wyglądała następująco: Sunia była u mnie, mieszkam na zadupiu- Jasło - Podkarpacie. Pani w Wejherowie (nad morzem) miała wizytę przed adopcyjną, dzień po tej wizycie Ania i Tomek dowiedzieli się o adopcji suni. Byli zdecydowani. Oni mieszkają w Krakowie. Dla jasności ich sytuacja wygląda tak, że mają mieszkanie, Tomek jest kucharzem, Ania wykłada na uczelni 2 dni w tygodniu idzie na 4 godziny. Ludzie po 30stce, aktywni, kochają góry, Bieszczady, spacery - Lara dla nich idealna. Ale niestety/stety, dom w Wejherowie również wydaje się całkiem ok. Piękne tereny itp, itd. Ania i Tomek zdecydowani na adopcję suni, ona od środy była u nich, do dziś to jest 3 dni, Anię poznała dzień wcześniej żeby nie było dla niej szoku. Pomijając fakt, że oni są jej 9 domem, u Hani będzie znowu czyli 10 dom, i jej ''docelowy'' w Wejeherowie 11 czy 12. Sunia mogła u nich zostać w tym Krakowie, poznała ich, zadomowiła się, czy jest sens wozić ją przez całą Polskę? Pani w Wejherowie ''zakochała'' się w psie nawet go nie znając. Ponoć w Bydgoszczy bardzo fajny samczyk tez był do adopcji ( patrz. Wejherowo- Bydgoszcz ok. 2 h drogi). Wszystko tłumaczy się tym, że postanowił zarząd i że synek Pani będzie smutny bo się nastawił. Szkoda, że taka organizacja nie patrzy na dobro psa. Bo robić jej tułaczkę i fundować taką imprezę to dla mnie bynajmniej nie dla jej dobra. Gdzie już w Krakowie miałaby fajny dom. W każdej chwili można to było sprawdzić. Szkoda, że w przypadku żywej istoty również obowiązuje system ''kto pierwszy ten lepszy''. Nie wspominam o tym, że był problem z wprowadzeniem Lary do auta, znała już ta parę (przepraszam, nie pamiętam imion), tez ją gdzieś kiedyś zawozili, sunia mądra, skojarzyła fakty. Nie chciała z nimi iść, dopiero jak wyszli z mieszkania to po chwili Ania ją sprowadziła na smyczy bo tak to sucz potraktowała jak spacer. Pomagałam wielu psom, angażowałam się w dom tymczasowy dla kilku. I pierwszy raz spotykam się z tym, że ''wyrok zarządu'' jest ważniejszy od dobra psa. Można to było przecież przesunąć choćby o dzień, zrobić u Ani i Tomka wizytę, napisaliby tą jakże szalenie ważną wymaganą ankietę i sunia mogłaby już u nich zostać. Ja naprawdę jestem ZAWSZE daleka od emocji typu - to moi znajomi, pies idzie do nich- ja zawsze patrzę na tego biednego psa. Gdzie człowiek zafundował mu taki los i fundacja zamiast pomóc to pomaga ale trochę na około. Mam nadzieję, że słonko nie będzie tego pamiętać. Ja zawiodłam się na ''warcie goldena'' przykro mi ale nie jest przyjemna praca w trybie- zarząd-papier- nie ma odwrotu bo...nie.Aga_TRuficzkowa - 2011-09-30, 17:32 Marcelinko ja zadam Ci tylko jedno pytanie, pomijając wszelkie procedury ,które przeprowadzamy w związku z tym aby pies trafił do najlepszego naszym zdaniem domu.
Jak Ty byś się poczuła szykując się już od kilku dni na przyjęcie nowego członka rodziny,gdyby ktoś nagle poinformował Cię ,że sunia gdzieś po drodze znalazła inny domek, w sumie jeszcze nie sprawdzony przez Fundacje,ale w/g dotychczasowego DT lepszy od Twojego i dla dobra suni aby nie musiała się tłuc jeszcze przez pół Polski (chociaż najgorsze już za nią)Sunia zostanie w tym domku???????
Odpowiedz sobie na to pytanie i zadaj kolejne jak traktowaliby nas potencjalni kandydaci do adopcji gdybyśmy z nimi tak postępowali ?????Marcelina.JASŁO - 2011-09-30, 17:53 Ja wcale nie powiedziałam, że ten dom byłby lepszy, obydwa były ok. No ale gdybym była dojrzałą kobietą, myślącą i kierującą się dobrem psa to na pewno nie naciskałabym, bo to przecież nie jest pies - pluszak dla dziecka i fundacja nie ma chyba na celu uszczęśliwianie ludzi tylko PSY. Wydaje mi się, że kierując się do fundacji to każdy brałby to pod uwagę. Przede wszystkim dobro psa, a nie mnie samej czy napalonego i nastawionego dziecka. Wiadomo jak z dziećmi, nie ten pies to inny - zwłaszcza że suki nawet na oczy Państwo nie widzieli. Tak, uważam, że to bez sensu. Co znaczy nastawieni i oczekujący na psa. Ile 2 dni? Tak na prawdę, to że Ania i Tomek byli zdecydowani na adopcję, Hania wiedziała, w dniu po wizycie przed adopcyjnej, jeszcze nie mając sprawozdania Ewy, a mimo to, jakoś specjalnie nie było potrzeby zastanowienia się i przemyślenia innej opcji, zaoszczędzającej stres podczas drogi. I co znaczy '' najgorsze ma już za sobą'', to, że ma za sobą kilka czy kilkanaście domów i kilka podróży to znaczy, że można jej jeszcze dodatkowy stresik dołożyć? Tak na końcówkę? Ja absolutnie nie mam nic do Agnieszki, na pewno pies będzie miał u niej ok. ale uważam, że to nie powinno mieć w ogóle prawa bytu (ta zaistniała sytuacja). A fundacja powinna tego unikać.Marcelina.JASŁO - 2011-09-30, 17:58 Tyle, że to była wyjątkowa sytuacja i raczej się nie zdarza przy adopcji, każdego psa. Biorąc pod uwagę psa po przejściach trzeba brać też pod uwagę, to że każdy ( tak mi się wydawało) chce dla tego psa jak najlepiej...
Wszystko co pisałam to moje prywatne zdanie, mam do niego prawo, właściwie to stoję z boku i obserwuję wasze poczynania, może dla Was wskazówka, Czasami ludzie, którzy zajmują się czym bardzo długą gubią sens w działaniu.Marcelina.JASŁO - 2011-09-30, 18:05 Ale pamiętajmy też o tym, że Państwo nastawiali się na całkiem innego psiaka, a Larę zaproponowała fundacja, więc tak samo mogła zrobić to teraz.goldenek2 - 2011-09-30, 18:54 Mnie się wydaje, że powinno być tak, że DT powinien mieć najważniejszy głos jeśli chodzi o wybór DS.... Oczywiście pod warunkiem, że DT był starannie sprawdzony.....Barbara - 2011-09-30, 19:10
goldenek2 napisał/a:
Mnie się wydaje, że powinno być tak, że DT powinien mieć najważniejszy głos jeśli chodzi o wybór DS.... Oczywiście pod warunkiem, że DT był starannie sprawdzony.....
Chciałabym tylko napisać, że decyzje o adopcji należą do 3 osób: DT, osoby przeprowadzającej wizytę w potencjalnym domu stałym i do osoby zajmującej się danym psem z działu adopcji. Zarząd tej decyzji nie podejmuje, co nie znaczy, że jej nie popiera i się z nią nie zapoznaje.
Pragnę jeszcze nadmienić, że Pani Agnieszka zgłosiła się do adopcji bez wyznaczania konkretnego psa, prosiła nas o pomoc przy wyborze najlepszego psa dla nich. A psiak znajdujący się w Bydgoszczy NIE MOŻE absolutnie trafić do domu z dzieckiem. I zawsze szukamy dla danego psiaka domu jak najbliżej miejsca gdzie jest - oczywiście najlepszego domu. Jednocześnie LUDZIOM , nie tylko psom należy się też szacunek...Marcelina.JASŁO - 2011-09-30, 19:20 Mnie nikt o zdanie nie pytał. Miałam tylko raczej wszystko zakomunikowane. Ewa wydała bardzo dobrą opinię, A Hania mówiła, że to zarząd już potwierdził, więc nie ma odwrotu. I owszem pies w Bydgoszczy, jest, jeden, ale w adopcji jest masa innych. Od miejsca w którym była Lara bliżej był Kraków a nie Wejherowo. Co do zdania, że ludziom należy się też szacunek, to ja też tak uważam, ale ani nikogo nie obraziłam ani nic, szanuję to co robicie...tyle, że człowiek ma rozum - zrozumie, pies niestety nie. Nie chciałam wywołać awantury czy dyskusji, napisałam swoje zdanie, bo na tę sprawę patrzę obiektywnie. Nikogo nie atakuje, daję tylko do zrozumienia i przypominam po co stworzono takie fundacje.Aksza - 2011-09-30, 19:52 to może teraz ja czyli pani z wejherowa do Pani z Jasła , pomijając to że napisałaś mi pv wiadomość nie dosć miłą , odpisałam grzecznie i dyplomatycznie bo tak było trzeba niestety wrrrry , to może teraz coś ode mnie , droga Marcelino mogłybyśmy porozmawiać gdybyś była mamą - bo chyba nie jesteś - tak mi się przynajmniej wydaje , Lara dla mojego syna nie będzie zabawką ani pluszkiem , tylko przyjacielem - to tak abyśmy się dobrze zrozumiały , nie bylismy zdecydowani na pieska z Bydgoszczy ani na innego ( ja nie chciałam wybierać jak w sklepie ) , to fundacja nam zaproponowała Larę że to bedzie dobra decyzja , Twoji znajomi nie wiedzieli że Lara jest u Ciebie miesiąc czasu ???? nie bądz smieszna proszę Cię kręcisz aferę tylko i ranisz ludzi po drodze !!!!!!!!!!!!!Hania Toffi i Maja - 2011-09-30, 19:53 Marcelinko jestem zdumiona Twoimi zarzutami.Po pierwsze byłyśmy cały czas w kontakcie i doskonale wiedziałaś,ze wizytę u pani w Wejherowie przeprowadzamy pod kątem Lary,bo pisałam Ci,ze z ankiety ten domek wydaje mi sie dla niej doskonały.Wtedy jeszcze nie wiedziałaś ,ze Twoi znajomi bedą zainteresowani Larą i byłaś jak najbardziej za.Po wizycie Ewy od razu powiadomiłam Cię,ze dom jest dla Lary genialny i wydawało mi się,ze się z tego cieszysz,ale że czekam z powiadomieniem forum o decyzji do momentu,gdy Ewa oficjalnie napisze jak pzrebiegła wizyta.Wizyta miała miejsce w sobotę i od razu po niej Ewa zadzwoniła do mnie i powiedziała ze domek jest cudowny o czym Cię powiadomiłam,ale Ewa zachorowała i w zwiazku z tym czekałam na opis wizyty do poniedziałku.Pisałam Ci,że decyzja właściwie jest podjęta,że czekam tylko na oficjalny opis wizyty.I co więcej Ty byłaś cały czas za.Odpisywalas entuzjastycznie na wszystkie pytania od Agnieszki.Kiedy Twoi znajomi zadeklarowali cheć adopcji Lary(tak samo jej nie widząc na oczy)nawet nie zadzwoniłaś do mnie,tyko do Ewy prosząc o zmianę już podjętej decyzji.Ja twoich znajomych na oczy nie widziałam,nawet do mnie nie zatelefonowali,nie miałam poj ęcia,czy rzeczywiscie będą chcieli adoptować psa i co się stanie,kiedy przeczytają wątek lary,czy ten piesek, skradnie im serce na tyle,ze podejmą decyzję o adopci.Więc z jednej strony miałam podjetą już decyzję,a z drugiej wielką niewiadomą czy ci ludzie w ogóle się do mnie odezwą.Sorry,ale wlaśnie z tego powoduz,e Lara już tak długo czeka na swoj dom nie miałam zamiaru ryzykowac-już raz pisałaś,ze masz ludzi gotowych do adopcji Lary,a oni nie raczyli się nawet odezwać.Wybrałam dom pewny i sprawdzony ,a nie wielką niewiadomą.Nawet kosztem dłuższej podróży.inna sprawa to szacunek do ludzi-bez niego nie uda nam się pomóc żadnemu psu.dlatego nie uważam swojej decyzji za blędną i nieprzemyślaną.Aksza - 2011-09-30, 19:54 i proszę mnie nie ośmieszć że się "zakochałam" , Twój sarkazm działa na mnie jak czerwona płachta na byka !!!!Aksza - 2011-09-30, 19:57 Marcelina jestem zła na Ciebie , naprawdę i jest mi bardzo przykro .Korbulowa Familia - 2011-09-30, 20:00 Tak czy inaczej mam nadzieję, że jak nie w Marcelinie, to z pewnością w innych forumowiczach znajdzie Pani podporę i pomoc w razie jakiś pytań i wątpliwości - ja jestem otwarta w razie potrzeby pomocy wirtualnej przy Larze
Trzymam kciuki za szczęśliwy dom, który stworzycie!!!!!!!!!!Aksza - 2011-09-30, 20:07 dzięjuę ja się aż poryczałam z tego wszystkiego.....Korbulowa Familia - 2011-09-30, 20:12
Aksza napisał/a:
dzięjuę ja się aż poryczałam z tego wszystkiego.....
Proszę się nie zrażac
Mam nadzieję, że Marceliną targają emocje po rozstaniu z Larką i stąd przepełnia ją żal, a w duszy nie chciała Pani urazic...
Proszę pisac, jak pojawią się jakiekolwiek "problemy" - te małe i te duże - na wszystkie jest jakaś rada i rozwiązanie Kasia, Szajba i Milka - 2011-09-30, 20:18 Ja również służę pomocą i zgadzam się z Pani wypowiedzią. Marcelino- Larka była u Ciebie długo, dlaczego Twoi znajomi nie zdecydowali sie na jej adopcję wcześniej, jesli jak mowisz juz ja poznali?
Larka bedzie miala cudowny , kochajacy dom w Wejherowie! PozdrawiamAnia i Mati - 2011-09-30, 23:01 Witamy,
chcemy tylko przekazać wiadomość, że Lara jest już w Łodzi u Hani i czeka na swoją nową rodzinę. Sunia zniosła podróż bardzo dobrze. Większość drogi przespała a po dotarciu do domu Hani rozpoznała znajome miejsce. Toffi jako prawdziwy "facet" zaopiekował się swoją starą znajomą . Lara szczęśliwa oddała się zabawie z Toffim.
ps. To była dla nas przyjemność spotkać się z Larą kolejny raz ale musimy w tym miejscu nadmienić, że całą podróż Lary z Krakowa do Łodzi ufundowała Hania .Marcelina.JASŁO - 2011-10-01, 00:50 Po pierwsze to nie dzowniłam do Ewy żeby prosić ją o zmiane decyzji ( to jest w ogóle żenujące) z racji, że jest miłą osobą, jesteśmy w kontakcie to jakoś było mi bliżej zadzwonić do niej i zapatać jak to wygląda, jak ona nie była mi w stanie powiedzieć to od razu Haniu zadzowniłam do Ciebie- sama mówiłaś że nic pewnego, żebym im jeszcze nie mówiła ostatecznego nie). Po drugie wcale nie uważam, że dom u Agnieszki jest zły. Uważam, że równie fajny dom był kilkaset kilometrów bliżej. Po trzecie to, że nie mam dzieci nie znaczy, że nie wiem jakie są, a w tej sprawie ciągle nadmieniało się dobro dziecka Agnieszki ponad dobro psa. To, że byłam z Larą związana nie znaczy, że targają mną emocje. Patrze na to świeżo. Ja po prostu przy adopcji psa nie patrze na ludzi tylko właśnie na PSA. A Ania i Tomek nie są moimi 'super' znajomymi, z którymi mam codzienny kontakt, spotykamy się w górach u naszego wspólnego znajomego. Dowiedzieli się właśnie od niego i od razu Ania zadzwoniła do mnie, wątku LAry nie czytali, nawet jej nie widzieli po prostu impuls - jest pies do wzięcia trzeba pomóc - TAK chcemy jej pomóc, nie ważne nawet jak wygląda. Wystarczył mój opis jej zachowania i przede wszystkim przedstawienia jej chorób i innych dolegliwości. Tak raz byli u mnie ludzie oglądać Larę, podałam im numer, spodobała im się, ale Pani nie była do końca przekonana więc nawet nie dzwonili do Ciebie tylko do mnie - też Ci to mówiłam. Agnieszko nie miej do mnie żalu - ja do Ciebie nic nie mam, cieszę się, że zechciałaś dać Larze dom, mam nadzieję, że ciepły, kochany uważny. Ja Ci chętnie pomogę, zawsze i będę bacznie obserwować ten wątek. Mam żal do fundacji, że w tej sprawie nie trzeba było się tak spieszyć, można było to przesunąć o 1 dzień, sprawdzić aNkę i Tomka i wtedy zdecydować. I nie mów Haniu, że Ania do Ciebie nie dzwoniła z prośbą o zatrzymanie choćby na jeden dzień tej całej sprawy. Niestety nie była w stanie zrobić tego wcześniej bo była u mnie na spacerze z Larą po to żeby sunia nie przeżyła kolejnych nerwów tylko pojechała z w miarę znaną osobą. Cała sytuacja mogła się potoczyć na prawdę inaczej, mogły być uratowane 2 psiaki, będzie tylko jeden. Łatwo się Wam wszystkim pisze, bo nikt nie wie jak sunia jest ciężko przestraszona, jaki miała wzrok, jak się bała samochodu, nie chciała wsiąść, no ale ''to dla jej dobra'', i gadanie ''decyzja zarządu podjęta''. Szkoda, że psiak przerzucany z rak do rąk jak bonanza, noc tu, noc tam, ona nie ma apetytu nie chce jeść, jest tyle co po operacji, na pewno taka ''impreza'' wyjdzie jej na zdrowie. I Agnieszko to, że napisałaś że się zakochałaś w suni - ''przeczytaj ostatnią wysłaną do mnie wiadomość na pw tam będę te właśnie Twoje słowa.Marcelina.JASŁO - 2011-10-01, 00:54 I Haniu oczywiście, że byłam jak najbardziej za, ponieważ to był jedyny konkretny dom dla Lary, tyle, że pojawił się drugi i uważam, że odległość powinna tutaj mieć bardzo duże znaczenie. Suni nic by się nie stało jakby posiedziała u mnie jeden dzień dłużej kosztem dwugodzinnej drogi do Krk i zostania już w swoim domu.
Nie chcę się kłócić, nie jestem dzieckiem, nie targają mną emocje, jak ktoś to ciągle podkreśla. Do każdego psa, który jest u mnie na tymczasie się przywiązuję, no z taką sytuacją się nie spotkałam. Laruni życzę długich lat w zdrowiu, niech nie pije morskiej wody, bo to szkodliwe dla psa, niech dużo hasa, biega i oby nigdy nie musiała już zmieniać domku Hania Toffi i Maja - 2011-10-01, 01:54 jak widzisz Marcelino jak także nie śpię,bo jak Ci pisałam i mówiłam,bardzo zależało mi na losie Lary i naprawdę moim priorytetem było dla mnie jej dobro.Piszesz mi,ze Ania do mnie dzwoniła.Owszem,ale kiedy?We wtorek,kiedy zabrała do siebie psa,aby pomóc w transporcie do nowego domu?Co więcej ja absolutnie nie mam wątpliwości,ze Ania i jej maż są wspaniałymi kandydatami do adopcji psa.Kilkakrotnie ich prosilam,aby jak najszybciej przesłali mi ankiete i żeby pomogli następnemu psiakowi.Usłyszałam na razie ,ze albo Lara,albo żeden inny pies.Mam nadzieje,ze zmienią zdanie i dadzą dom psu,który go naprawdę potrzebuje,bo Lara już takowy dostała.Piszesz(bardzo krzywdząco),ze Lara dla syna pani Agnieszki ma być zabawką,którą można podmienic,ale jak to się ma do postawy pani Agnieszki,która napisała do nas,abyśmy to my wybrali jej psa,który najbardziej potrzebuje domu.Ona dopiero dziś mi się pożaliła,ze dostała od Ciebie bardzo przykrego meila.pani Agnieszka od kilku dni dzwoni do mnie z czestotliwością kałasznikowa pytając co ma kupić dla Lary,co usłyszało od weterynarzy o dysplazji,pisze sms,co ugotowała już suni ,nie śpi po nocach,bo tak czeka na psa.Wim,że na pewno jesteś zwiazana emocjonalnie z psem i ze swoimi znajomymi,ale proszę,spójrz na to wszystko obiektywnie.Nie gniewaj się,ze odmówiłam zmiany decyzji .Skoro uważasz,ze pani Agnieszce mogliśmy dać każdego innego psa z fundacji,bo wszystkie sa cudowne,to zamiast kłócić się na forum przekonaj znajomych,aby pomogli następnemu pieskowi z naszego forum.pozdrawiamlibra - 2011-10-01, 02:01 no muszę..
Marcelina, może Cie przekonam.. bo byłam kiedyś po drugiej stronie barykady;) Decyzja o adopcji była wielkim wydarzeniem w moim domu, oczekiwałam na wizytę i na decyzję czy będziemy mogli zaadoptować Atosa bardzo niecierpliwie, ale nawet nie zdajesz sobie sprawy co przeżyłam w czasie miedzy decyzja - a odbiorem. Każdego dnia obserwowałam watek, czy mi ktoś "mojego" Atoska nie skradnie, a ostatnie dwie noce w ogóle nie spałam, panikowałam jak głupia! Bo było to dla mnie tak bardzo ważne! Adopcja jednak była trudna, bo pies ciężki W końcu wyruszyliśmy w umówiony dzień po niego. Wyobraź sobie, że pojechaliśmy po Atoska jeszcze za Kraków.. a on.. pokazał mi zęby, i ciągle na mnie warczał i.. usłyszałam, że jednak go nie dostanę.. świat mi się zawalił wtedy. DT oczywiście powiedziało to z troski o psa.. na całe szczęście okazało się, że to inne osoby były bardziej decyzyjne i w końcu łosiu wrócił z nami do domu.. Odchorowywałam to jednak dość długo.
Myślę więc, że szanowanie podjętych decyzji, gdy DS jest poinformowany o tym, że dany pies trafi do adopcji jest bardzo istotne. Ja rozumiem co próbowałaś przekazać, ale z doświadczenia wiem, że nie jest ważna ilość kilometrów, tylko to co dany dom oferuje, ale i nie wycofywanie się z danej decyzji bez poważnych podstaw. Ludzie się o psa starają, na psa oczekują i może to być bardzo bolesne jeśli nagle się zmienia zdanie - nie tylko dla dziecka, ale i dla osoby dorosłej. Trzeba w to wszystko wcisnąć szacunek i nie ma w tym nic dziwnego. Larka nie trafia do hotelu tylko do swojego, nowego domu stałego, w którym ma być szczęśliwą psiną Moje psie też trafiło wcześniej do adopcji w Krakowie - następnego dnia rano już dzwonili, by go natychmiast zabrać. Na całe szczęście dla nas
Jeśli Twoi znajomi zdecydowali się na Lare - to nie "psuj" tego, być może zdecydują się pomóc innemu potrzebującemu. Pozdrawiam.Marcelina.JASŁO - 2011-10-01, 02:50 Haniu to prawda Ania zadzwoniła do Ciebie dopiero wtedy bo wcześniej przekazałam jej wiadomość od Ciebie, że to nieodwracalne, ona chciała spróbować. Nie napisałam, że pies dla syna Agnieszki będzie zabawką. Napisałam, że pies to NIE ZABAWKA. A wszędzie było cały czas stawianie chłopca, że się rozczaruje. A nawet psa nie poznał, ani on ani Agnieszka. Wierzę Ewie, że Filip jest mądrym chłopcem, bardzo dojrzałym, dobrze zaopiekuje się Lara. Nie mam też wątpliwości co do tego, że u Agnieszki Lara będzie mieć dobrze. Nie sądzę natomiast, że ilość wykonanych telefonów do Ciebie czy do mnie, czy intensywność pisania smsów są wyznacznikiem czy ta decyzja była podjęta słusznie. Chyba ważne jakie pytania są zadawane, no ale to już swoją drogą.
Libra ja Cie rozumiem, ale uważam, że to całkiem inna sytuacja,historia bo Lara jest bezproblemowa, i chyba miała większą ''przygodę życia'' niż Twój psiak. I podkreślam, że nie patrzę na to ze strony - bo to są moi znajomi- ja ich wcale nie zniechęcam do adopcji innego psa, ale wiem, że oni nigdy nie myśleli o goldenach, po prostu Lara chwyciła za serce, chcieli jej pomóc, pokochali, ona ich też.
Może i kilometry nie są ważne, ale przy psie, który był w jednym dt, a nie w kilku czy kilkunastu, taki co nie kursował na trasie Warszawa- łódź-jasło-kraków - znowu coś tam i jeszcze po drodze schronisko, jakiś las, kilka poznanych psich przyjaciół , i kilkoro ludzi, którzy psa po prostu zawiedli. Szkoda, że ciągle nie dociera, że pies też czuje, przeżywa, przywiązuje się. Człowiek jest w stanie to sobie w głowie poukładać, nawet dziecko, da się mu innego pieska i o tamtym nie będzie pamiętać bo nawet by go nie poznało. Trudno już i tak po przysłowiowych ptokach. Moje przemyślenia i tak nic nie zmienią, mam tylko nadzieję, że tak ważne decyzje dla PSÓW będzie jakoś spokojniej i ostrożniej podejmować.( Bo jak widać ta, że libra od razu psa nie dostała, też była decyzją złą, bo w końcu pies trafił do niej, ale po dodatkowych stresach) Trzymam kciuki za AGnieszkę, za jutrzejszą podróż no i za Larkę. Jeśli kogoś uraziłam przepraszam, nie chciałam, to są tylko moje obserwacje i tak nikt sie z tym liczyć nie będzie. Jak to na forum Wy znacie się dłużej ja przyszłam tak raczej z doskoku od moich kochanych dogów i wszystko co pisze to i tak podepniecie pod ''świeże emocje po rozstaniu z Larą '' nie sądzę też, że pisanie swojego zdania, jest kłóceniem się, to, że mamy inne poglądy - cóż- życie.libra - 2011-10-01, 03:12
Marcelina.JASŁO napisał/a:
( Bo jak widać ta, że libra od razu psa nie dostała, też była decyzją złą, bo w końcu pies trafił do niej, ale po dodatkowych stresach)
tak tylko wyjaśniając, po wizycie adopcyjnej zapadła decyzja, że Atosa dostanę i nie była zmieniona, kłopoty były na miejscu - jak opisałam. Atos był wcześniej zwrócony z adopcji, zanim się o niego zaczęłam starać. I też miał długa drogę: Malbork-Warszawa-Kraków-Zabrzeż- i w końcu Łódź z nami i jest szczęśliwy pomimo wcześniejszych zakrętasów.
Mogę to zobrazować prościej: idąc Twoim tokiem myślenia - Domy Tymczasowe też są złe - bo pies nie rozumie, ze to tylko tymczas i się przywiązuje, a potem cierpi przy rozstaniu i tęskni po rozstaniu, a jakoś nie można powiedzieć, że DT istnieją nie dla dobra psa..
dobrej nocy! Marcelina.JASŁO - 2011-10-01, 03:28 Pewnie, że się z Tobą zgodzę. Domy tymczasowe to tylko psu robią siekę w mózgu tak na prawdę. Bo ja np. wszystkie moje psy, które są, staram się czegoś, nauczyć podstaw posłuszeństwa, pewnych zasad obowiązujących w domu. U mnie w domu psy nie wchodzą do kuchni, do łóżka i nie ma zabawy w domu. Posłanie mają równie wygodne jak moje łóżko, w kuchni jem ja, a zabawa jest na spacerze, w domu pies ma się zachowywać grzecznie i cicho. I cała ta praca, którą wykonałam z psem,i te wszystkie jego przemyślenia na ten temat idą się bujać, bo pies, który trafi do nowego domu, gdzie już się tego nie przestrzega bo komuś nie robi to różnicy, dostaje mętliku. Raz mówią tak, raz mówią siak, nie wspominając o tym, że w kilku różnych domach są różne ''zasady''. Pod tym względem to jest tragedia. Ale z drugiej strony jest lepsza socjalizacja z psem wśród ludzi i np. w mieście.Marcelina.JASŁO - 2011-10-01, 03:33 No i potwierdziłaś moją tezę. Formalnie dom w Wejherowie jest ok. Tak jak u Ciebie wizyta przed adopcyjna - decyzja, że psa dostaniecie. I dopiero na miejscu okazało się, że nie jest. A tutaj, wiadomo było, że u Anki i Tomka jest super i ryzyka by nie było już żadnego. I teraz dodatkowy ryzyk fizyk i testowanie cierpliwości suni. Ale TRUDNO. Lara jest na tyle SUPER psem, że nie będzie z nią problemów. Kończę ten temat na amen, bo to i tak nic nie da. Dobrej nocy, dobrego dnia.